— Żądam od mężczyzn tylko jednej rzeczy: żeby mi dali spokój.
Więc Duncan dawał jej spokój, w istocie rad bardzo, że może to robić. A jednak ofiarowywał jej łagodny potok dziwnie opacznej miłości. Pragnął być w pobliżu niej.
— Czy zastanawiała się pani kiedy nad tym — zapytał ją kiedyś — jak mało ludzie są z sobą związani? Niech pani spojrzy na Daniela! Jest piękny i zgrabny niby syn słońca. Ale niechże pani zobaczy, jak on samotnie wygląda w swojej piękności. A jednak gotów bym się założyć, że ma żonę i dzieci, których by nigdy nie mógł porzucić.
— Niech go pan o to zapyta — rzekła Connie.
Duncan zapytał. Daniele odpowiedział, że jest żonaty i ma dwoje dzieci, dwóch chłopców w wieku siedmiu i dziewięciu lat. Ale nie zdradzał w związku z tym żadnego wzruszenia.
— Może tylko ludzie zdolni do prawdziwego współżycia mają taki wygląd, jakby byli zupełnie samotni na świecie — powiedziała Connie. — Inni sprawiają żałosne wrażenie, przylepiają się do masy jak Giovanni.
„I — pomyślała w duchu — jak ty, Duncanie”.
Rozdział osiemnasty
Musiała się zdecydować, co robić. Postanowiła wyjechać z Wenecji tego samego dnia, w którym on opuści Wragby: za sześć dni. Przyjedzie więc do Londynu w przyszły poniedziałek i zastanie go tam. Napisała do niego na adres londyński, prosząc, żeby pozostawił dla niej list w hotelu Hartlanda i żeby ją odwiedził w poniedziałek wieczorem.
W głębi duszy była dziwnie, w jakiś zawikłany sposób zła, a wszystkie jej uczucia były otępiałe. Nie chciała się nawet zwierzyć Hildzie, a Hilda, urażona uporczywym milczeniem Connie, zaprzyjaźniła się bardzo intymnie z jakąś Holenderką. Connie nienawidziła tych dławiących niemal przyjaźni pomiędzy kobietami, przyjaźni, jakie Hilda stale gorliwie uprawiała.