— Bóg wie! Ja czuję to w sobie trochę, ale wszystko pomieszane ze sporą dozą wściekłości. Do czego to jednak naprawdę zmierza, nie wiem.
— Czy mam ci powiedzieć? — zapytała Connie, spoglądając w jego twarz. — Czy mam ci powiedzieć, co ty posiadasz, a czego nie posiadają inni mężczyźni, i co wpłynie na ukształtowanie przyszłości? Czy mam ci to powiedzieć?
— Powiedz mi — rzekł Mellors.
— Idzie tu o odwagę czułości; ona to przejawia się właśnie wtedy, kiedy kładziesz rękę na tylną część mego ciała i mówisz, że mam piękny tyłek.
Przelotny uśmiech ukazał się znowu na jego twarzy.
— Ach, to! — rzekł.
Potem popadł znowu w zadumę.
— Tak! — ciągnął. — Masz rację. Tak jest naprawdę. Tak było zawsze. Doświadczyłem też tego w stosunku do moich ludzi. Musiałem być ze swoimi żołnierzami w kontakcie, fizycznie, i nie odstępować od tego. Musiałem ich sobie cieleśnie uświadamiać i być dla nich trochę czułym, nawet kiedy ich łajałem. Jest to kwestia zbudzonej świadomości, jak powiada Budda. Ale i on zmykał przed cielesną świadomością i przed ową naturalną czułością fizyczną, która jest rzeczą najlepszą, nawet wśród mężczyzn; we właściwy, męski sposób. To ich czyni prawdziwymi mężczyznami, nie takimi pajacami. Tak! Czułość, to prawda! Jest to w istocie nic innego, jak świadomość płciowa. Seksualizm jest właściwie tylko kontaktem, najściślejszym kontaktem. I tego się właśnie boimy, kontaktu. Jesteśmy na wpół tylko świadomi i na wpół tylko żywi. Musimy się stać żywi i świadomi. Ludzie muszą wejść wzajemnie w kontakt i stać się trochę czulsi. To nasza najżywotniejsza potrzeba.
Connie spojrzała na niego.
— Więc dlaczego lękasz się mnie? — zapytała.