Spoglądał na nią długo, zanim odpowiedział.

— Lękam się właściwie twoich pieniędzy i twojej pozycji. Obawiam się świata, który jest w tobie.

— Ale czyż we mnie nie ma czułości? — zapytała Connie z zadumą.

Mellors patrzał na nią zasępionym, nieprzytomnym wzrokiem.

— Owszem! Odchodzi ona i przychodzi, jak u mnie.

— Ale czy nie możesz jej zaufać w stosunkach pomiędzy tobą a mną? — zapytała Connie, spoglądając na niego z zalęknieniem. Widziała, jak duch jego stawał się zupełnie łagodny i zrzucał swój pancerz.

— Może! — odpowiedział.

Potem zamilkli oboje.

— Chcę, abyś mnie trzymał w ramionach — rzekła Connie. — Chcę, abyś mi mówił, że się cieszysz z dziecka, które będziemy mieli.

Wyglądała tak pięknie, tak gorąco i poważnie! Dusza jego rwała się do niej.