— Na Boga, diabelski to był sposób!

— Ale nie kochałeś jej w istocie, prawda? Wyrządziłeś jej tę krzywdę.

— Jakżebym mógł ją kochać? Zaczynałem właściwie. Zaczynałem ją kochać. Ale ona potrafiła mnie zawsze podburzyć do głębi. Nie, nie mówmy o tym! To było fatum. A ona była kobietą, która musiała się sama dla siebie stać fatum. Ostatnim razem byłbym ją zastrzelił jak dzikiego kota, gdyby mi było wolno. Oszalałe, złowieszcze stworzenie w postaci kobiety! Gdybymż był ją zastrzelił i zakończył w ten sposób całą tę nikczemność! To powinno być dozwolone. Jeżeli kobieta jest na wskroś opętana własną wolą, własną samowolą, która przeciwstawia się wszystkiemu, to to jest rzecz okropna. Powinno się ją zastrzelić.

— A czy nie powinno się zastrzelić także mężczyzny, którego wola stała się opętaniem?

— Tak! Tak samo! Ale muszę się od niej uwolnić, bo spadnie mi znowu na kark. Chciałem ci to powiedzieć. Muszę osiągnąć rozwód, w jakikolwiek sposób się da. Dlatego musimy być ostrożni. Nie możemy pokazywać się razem. Nie zniósłbym tego nigdy, nigdy, gdyby ona zaskoczyła ciebie i mnie.

Connie zastanowiła się nad tym.

— Więc nie moglibyśmy żyć razem? — zapytała.

— W ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie, aż ostateczne rozwiązanie małżeństwa uprawomocni się. Myślę jednak, że uzyskam rozwód już we wrześniu. Więc potem do marca.

— Ale dziecko przyjdzie na świat prawdopodobnie w końcu lutego — rzekła Connie.

Mellors milczał.