Connie zwierzyła się ojcu.

— Widzisz, ojcze, był to leśniczy Clifforda. Ale dawniej był oficerem armii indyjskiej. Teraz jest czymś w rodzaju pułkownika C. E. Florence’a, który wolał zostać znowu zwyczajnym żołnierzem.

Ale Sir Malcolm nie żywił sympatii dla nierozważnych poczynań słynnego C. E. Florence’a. Poza tą pokorą dostrzegał zbyt wiele reklamy. Wyglądało to zupełnie tak samo, jak ów rodzaj zarozumiałości, którego knight najbardziej nie lubił, arogancja samoponiżenia.

— Skąd pochodzi twój leśniczy? — zapytał Sir Malcolm zdenerwowany.

— Jest synem górnika z Tevershall. Ale jest niezmiernie dzielny.

Uszlachconego artystę zirytowało to jeszcze bardziej.

— To mi wygląda na poszukiwacza złota — rzekł. — A ty jesteś niewątpliwie piękną kopalnią.

— Nie, ojcze, tak nie jest. I wiedziałbyś o tym na pewno, gdybyś go zobaczył. To jest mężczyzna. Clifford nigdy nie mógł go znieść, ponieważ nie był pokorny.

— Najwidoczniej posiadał kiedyś właściwy instynkt.

Rzeczą, której Sir Malcolm nie mógłby ścierpieć w tym wszystkim, był skandal, że jego córka miała stosunek z leśniczym. Stosunku nie brał jej za złe, tylko skandal.