— Nie mam nic przeciwko temu chłopakowi. Zdołał widocznie podejść do ciebie z właściwej strony. Ale, na Boga, pomyślże o tej całej gadaninie! Pomyśl o swojej macosze, co ona na to powie!

— Wiem — odpowiedziała Connie. — Plotka jest czymś ohydnym. Zwłaszcza jeżeli się żyje w społeczeństwie. A jemu niezmiernie zależy na tym, żeby dostać rozwód. Pomyślałam, że może podać kogoś innego jako ojca dziecka i nie wymieniać wcale nazwiska Mellorsa.

— Kogoś innego? Kogo?

— Może Duncana Forbesa. Przez całe życie był naszym przyjacielem. Jest dość znanym artystą. I lubi mnie.

— A niechże mnie licho porwie! Biedny Duncan! A co on ma z tego mieć?

— Nie wiem. Ale może mu to nawet będzie bardzo miłe.

— Myślisz, że mu to będzie miłe? No, zabawny z niego człowiek, jeżeli mu to będzie miłe! Nie miałaś z nim przecież nawet stosunku, czy też tak?

— Nie! Ale on też tego naprawdę nie pragnie. Lubi tylko, żebym była blisko niego, ale nie żebym go dotykała.

— Boże, co za pokolenie!

— Najbardziej byłby rad, gdybym mu pozowała. Ale ja nigdy nie chciałam.