— Rad jestem, że pan tak sądzi. Zazwyczaj ludzie dają mi do zrozumienia, że jestem idiotą.

— O, wierzę panu! Drogi przyjacielu, czymże mógłby pan być dla tych starych bab, jak nie idiotą?

Rozstali się niezmiernie serdecznie, a Mellors przez resztę dnia uśmiechał się do siebie.

Następnego dnia zjadł obiad z Connie i Hildą w zacisznym lokalu.

— Wielka szkoda, że z tego wszystkiego wynikła taka brzydka sytuacja — rzekła Hilda.

— Miałem z tego dużo przyjemności — odpowiedział Mellors.

— Wierzę, ale mogliście się powstrzymać od płodzenia życia, aż będziecie oboje wolni, żeby się móc pobrać i mieć dzieci.

— Pan Bóg trochę za wcześnie rozdmuchał iskrę — rzekł Mellors.

— Myślę, że Pan Bóg nie miał z tym nic wspólnego. Connie ma oczywiście dość pieniędzy, żebyście się mogli oboje utrzymać, ale sytuacja jest nie do zniesienia.

— Pani jednak ma z tym ostatecznie bardzo mało wspólnego — odpowiedział Mellors.