— Gdyby pan przynajmniej należał do tej samej klasy, co Connie!

— Albo gdybym siedział w klatce Ogrodu Zoologicznego.

Nastąpiło milczenie.

— Myślę — rzekła Hilda — że najlepiej będzie, jeżeli się z tym połączy nazwisko jakiegoś innego mężczyzny, a pana pominie się zupełnie.

— Myślałem jednak, że się już z tą sprawą dość mocno związałem.

— Mam na myśli proces rozwodowy.

Mellors spojrzał na nią zdumiony. Connie nie odważyła się opowiedzieć mu o planie z Duncanem.

— Niezupełnie panią rozumiem — rzekł.

— Mamy przyjaciela, który prawdopodobnie zgodziłby się być wymienionym jako współwinny, tak że nazwisko pańskie wcale nie byłoby wspomniane — wyjaśniła Hilda.

— Ma pani na myśli innego mężczyznę?