— Zobaczymy, czy Duncan zgodzi się figurować jako współwinny. Potem musimy skłonić Clifforda, żeby wystąpił przeciwko Connie z procesem rozwodowym. Pan musi tymczasem dalej starać się o swój rozwód. I oboje musicie żyć w odosobnieniu, póki nie będziecie wolni.

— To wygląda zupełnie jak dom wariatów.

— Możliwe! A świat będzie was też uważał za wariatów albo za coś gorszego jeszcze.

— Za co gorszego jeszcze?

— Prawdopodobnie za przestępców.

— Spodziewam się, że mogę wobec tego kilka razy żgnąć sztyletem — rzekł Mellors z uśmiechem.

Potem zamilkł zły.

— No, dobrze! — rzekł wreszcie. — Godzę się na wszystko. Świat jest oszalałym kretynem, którego żaden człowiek nie zgładzi. Oczywiście zrobię, co tylko będę mógł. Ale ma pani rację. Musimy się ratować, jak możemy.

Spojrzał na Connie, upokorzony, gniewny, rozżalony i przygnębiony.

— Dziewuszko moja! — rzekł. — Świat szykuje się już, żeby ci nasypać soli na ogon.