— Powinien by pan jednocześnie wziąć sobie i mnie jako model — rzekł Mellors. — Może by pan namalował od razu grupę: Wulkan i Wenus w sieci Sztuki. Byłem niegdyś kowalem, zanim zostałem leśniczym.

— Dziękuję panu — odpowiedział malarz. — Nie sądzę, aby Wulkan posiadał akt, który by mnie zainteresował.

— Nawet gdyby został uformowany w rury i odpowiednio wyczyszczony?

Nie otrzymał odpowiedzi. Malarz był zbyt wyniosły i zbyt dostojny, żeby trwonić dalsze słowa.

Był to ponury wieczór, podczas którego malarz stale ignorował obecność drugiego mężczyzny i krótkimi tylko zdaniami przemawiał do pań, jak gdyby słowa te wyrywane były z głębin jego posępnej powagi.

— Duncan nie podoba ci się, ale on nie jest właściwie tak zły. Jest to naprawdę dobry człowiek — powiedziała Connie, kiedy odeszli.

— To jest małe, czarne szczenię z falistolinijnym defektem — odpowiedział Mellors.

— Nie, dzisiaj nie był miły.

— I chcesz mu rzeczywiście pozować?

— O, dzisiaj naprawdę nie mam już nic przeciwko temu. Nie dotknie mnie. A ja się niczym nie przejmuję, jeżeli stanowi to tylko dla ciebie i dla mnie drogę do wspólnego życia.