— Czy pana coś boli? Niechże pan spróbuje powiedzieć mi, gdzie pana boli! Niechże pan mówi!

Nie ma odpowiedzi!

— O Boże, o Boże! Zatelefonuję zaraz do Sheffield, do doktora Carringtona, a doktor Lecky musi zaraz przyjść.

Była już blisko drzwi, gdy on krzyknął głuchym głosem:

— Nie!

Pani Bolton zatrzymała się i wlepiła w niego wzrok. Twarz jego była żółta i bez wyrazu, jak twarz półgłówka.

— Nie chce pan, żebym sprowadziła doktora?

— Nie! Nie potrzebuję go — zabrzmiał grobowy głos.

— Ach, Sir Cliffordzie! Ależ pan jest chory, a ja nie mogę brać na siebie odpowiedzialności. Muszę sprowadzić lekarza. Inaczej wszyscy mnie przypiszą winę.

Pauza. Potem głuchy głos rzekł: