— Naprawdę, dziwię się niezmiernie jaśnie pani — oznajmiła potem. — Przyrzekła przecież solennie, że wróci.

Twarz na łóżku przybrała jeszcze silniejszy wyraz dzikiej, ale nieruchomej rozpaczy. Pani Bolton widziała to i zaniepokoiła się. Wiedziała, co to jest: histeria męska. Pielęgnując żołnierzy, poznała tę niemiłą chorobę.

Sir Clifford niecierpliwił ją trochę. Każdy, kto miał zdrowe zmysły, musiał wiedzieć, że jego żona kochała innego i miała zamiar opuścić Wragby. Nawet Sir Clifford (była tego pewna) musiał to sobie w duchu uświadamiać, nie chciał tylko przyznać tego. Gdyby to wyznał wobec siebie i przygotował się do tego albo gdyby to wyznał wobec siebie i walczył ze swoją żoną, wówczas postąpiłby jak mężczyzna. Ale nie! On wiedział, a przez cały czas starał się jak dziecko udawać wobec siebie, że tak nie jest. Czuł ciągle, że diabeł wymachuje ogonem, a udawał, że to aniołki uśmiechają się do niego. Ten fałszywy stan sprowadził teraz kryzys fałszu, tę histerię, która była odmianą obłędu.

„Pochodzi to stąd — powiadała sobie pani Bolton w duchu, czując do niego lekką nienawiść — że myśli on zawsze tylko o sobie. Jest tak uwikłany w swoje nieśmiertelne »ja«, że gdy naprawdę spada na niego cios, spowity jest niby mumia we własne więzy. Wystarczy spojrzeć na niego”.

Ale histeria była niebezpieczna. A ona była pielęgniarką i obowiązkiem jej było ratować go. Wszelka próba pobudzenia jego męskości i jego dumy pogorszyłaby jeszcze jego stan: gdyż męskość jego była martwa, chwilowo, jeżeli nie na zawsze. Wiłby się tylko jak robak, coraz miększy, coraz miększy, i stałby się jeszcze bardziej zwariowany. Jedyna rzecz, którą można było zrobić, to zbudzić w nim litość nad sobą samym. Jak owa pani u Tennysona, musiał płakać albo umrzeć104.

Pani Bolton zaczęła więc pierwsza płakać. Zakryła twarz rękoma i wybuchła dzikim łkaniem.

— Tego bym się po jaśnie pani nigdy nie spodziewała, tego bym się nigdy nie spodziewała! — szlochała, budząc w sobie nagle całą zadawnioną gorycz i niedolę i przelewając łzy swojej własnej, gorzkiej zgryzoty.

Kiedy raz zaczęła, płacz jej stał się szczery, gdyż naprawdę miała co opłakiwać.

Clifford pomyślał o tym, w jaki sposób oszukała go kobieta Connie i zarażony rozpaczą pani Bolton, uczuł, jak łzy napełniają jego oczy i poczynają staczać się po policzkach. Opłakiwał siebie samego. Gdy tylko pani Bolton ujrzała łzy, płynące po jego twarzy, otarła szybko własne mokre policzki małą chusteczką i pochyliła się nad Cliffordem.

— Niech się pan nie dręczy, Sir Cliffordzie! — rzekła z czarownie hojnym nakładem uczucia. — Niech się pan nie dręczy, nie wolno panu, sam sobie pan tylko zaszkodzi!