Po długim czasie utrapień i namysłów zdecydowała się pojechać do Wragby. Hilda miała się z nią zabrać. Napisała to Cliffordowi. Odpowiedział:
„Wizyta twojej siostry nie będzie mi miła, ale nie pokażę jej drzwi. Nie wątpię, że była ona z Tobą w tajnym porozumieniu, gdy zaniechałaś swoich obowiązków i swojej odpowiedzialności. Nie spodziewaj się więc, abym okazał zadowolenie, widząc ją u siebie”.
Pojechały do Wragby. Kiedy przybyły, Clifforda nie było w domu. Przyjęła je pani Bolton.
— O, jaśnie pani, nie jest to ów szczęśliwy powrót do domu, jakiego się spodziewaliśmy, prawda? — zawołała.
— Nie? — zapytała Connie.
Więc ta kobieta wiedziała! A ile wiedziała lub podejrzewała reszta służby?
Connie weszła do domu, którego teraz każdym fibrem ciała nienawidziła. Wielka, obszerna masa tej budowli wydawała się jej teraz czymś złym, po prostu czymś, co jej groziło. Nie była już panią tego domu. Była jego ofiarą.
— Długo nie mogę tu pozostać — szepnęła do Hildy, pełna przerażenia.
Cierpiała, gdy weszła do swojej dawnej sypialni i objęła ją znowu w posiadanie, jakby się nic nie stało. Nienawidziła każdej minuty spędzonej w murach Wragby.
Siostry zobaczyły Clifforda dopiero, gdy zeszły na kolację. Był w wieczorowym ubraniu, w czarnym krawacie, prawdziwy gentleman. Podczas jedzenia zachowywał się z idealną uprzejmością i prowadził uprzejmą konwersację. Ale wszystko to zdradzało jakiś rys obłędu.