Siedział jeszcze ciągle pochylony do przodu na swoim fotelu i wpatrywał się w nią jak zaszczute zwierzę.
— Boże wielki, powinnaś być zgładzona z powierzchni ziemi!
— Dlaczego? — zapytała Connie cicho.
Ale on zdawał się nie słyszeć.
— Ten wyrzutek społeczeństwa! Ten zarozumiały bałwan! Ten nędzny łajdak! A ty włóczyłaś się z nim przez cały czas, kiedy mieszkałaś tutaj i kiedy on był moim sługą! Boże mój, Boże mój! Czyż istnieje granica bydlęcej nikczemności kobiet?
Jak przewidywała, był nieprzytomny z wściekłości.
— I chcesz może powiedzieć, że zamierzasz takiemu łotrowi urodzić dziecko?
— Tak! Zrobię to.
— Zrobisz to! Jesteś tego pewna? Od kiedy jesteś tego pewna?
— Od czerwca.