— Nie, ja na pewno nie. Ale coś tu jeszcze jest nie w porządku.

— Pani to tak odczuwa. Ja nie.

— Tak, czuję, że między mężczyznami a kobietami coś jeszcze jest nie w porządku. Kobieta nie posiada już dla mężczyzny uroku.

— A czy posiada go mężczyzna dla kobiety?

Connie zastanowiła się nad drugą stroną kwestii.

— Niewiele — odpowiedziała szczerze.

— W takim razie pozostawmy sprawy ich biegowi i obcujmy lepiej z sobą przyzwoicie i z prostotą, jak prawdziwi ludzie. Diabli niech porwą sztuczny przymus płciowy! Wyrzekam się go!

Connie wiedziała, że właściwie miał rację. Ale budziło w niej to uczucie takiego osamotnienia, takiego osamotnienia i zbłąkania. Czuła się jak kawałek drzewa na mętnym stawie. Jaki sens miała ona albo cokolwiek na świecie?

To młodość jej tak się burzyła. Ci mężczyźni wydawali się tak starzy i zimni. Wszystko wydawało się stare i zimne. A Michaelis zawiódł ją; był do niczego. Mężczyźni nie pragnęli kobiety; po prostu nie chcieli naprawdę posiadać kobiety. Nawet Michaelis.

A fircykowie, którzy udawali tylko i rozpoczynali grę płciową, byli najgorsi.