— Robsik34, jasno panuchno — rzekł leśniczy drwiąco.

Connie rzuciła na niego gniewne spojrzenie.

— Nic dziwnego, że mała płacze — powiedziała — jeżeli zastrzelił go pan w jej obecności. Nic dziwnego, że płacze!

Leśniczy spojrzał w oczy Connie lakonicznie, pogarliwie, nie ukrywając swoich uczuć. Connie zaczerwieniła się znowu; czuła, że urządziła scenę, dla której ten człowiek nie żywił szacunku.

— Jak się nazywasz, mała? — zapytała dziecka czule. — Powiesz mi swoje nazwisko?

Znowu szloch; potem ostentacyjnie, piskliwym głosikiem:

— Connie Mellors.

— Connie Mellors! Ach, co za piękne nazwisko! I przyszłaś tutaj z tatusiem, a on zastrzelił kotka? Ale to był zły kot!

Dziecko spojrzało na nią odważnymi, ciemnymi, badawczymi oczyma, szacując ją i jej współczucie.

— Chciałach zostać u starki35 — rzekła dziewczynka.