Znowu spojrzał jej w oczy owym spokojnym, badawczym, chłodnym wzrokiem. Człowiek, który był bardzo samotny i zupełnie zdany na siebie.

— Chcesz pójść ze mną do domu, do babci?

Dziecko podniosło znowu wzrok.

— Dyć! — zapiszczało.

Connie nie podobała się ta skrzywiona, fałszywa kobietka. Otarła jej jednak twarzyczkę i ujęła ją za rękę. Leśniczy ukłonił się w milczeniu.

— Do widzenia — rzekła Connie.

Do domu była prawie mila i Connie starsza była już dość znudzona Connie młodszą, gdy ukazało się wreszcie niewielkie, malownicze osiedle leśniczego. Dziecko było rozkapryszone jak mała małpka i niezmiernie zarozumiałe.

Drzwi leśniczówki stały otworem, z izby dochodziło stukanie. Connie zatrzymała się przed domem, dziecko wyrwało jej rączkę i wbiegło do środka.

— Starko! Starko!

— Cego to? Zaś eś sam?