Babka uczerniła właśnie świeżo kotlinę36, gdyż było to sobotnie przedpołudnie. Podeszła do drzwi w zwisającym luźno fartuchu, ze szczotką w ręku, z czarnym pasmem sadzy koło nosa. Była to maleńka, chuda jak deska kobieta.
— No, co to zaś takiego? — zawołała, widząc Connie za drzwiami, i szybko otarła twarz rękawem.
— Dzień dobry! — rzekła Connie. — Mała płakała, więc przyprowadziłam ją do domu.
Babka spojrzała szybko na dziecko.
— A kaj tatulek?
Mała uczepiła się spódnicy babci i zalewała się łzami.
— Był w lesie — wyjaśniła Connie — ale zastrzelił kłusującego kota, co bardzo wystraszyło małą.
— Maryjko święta, a to zaś co? Nie gańba cie tropić jasno panuchne, co? Dyć to doprowdy bardzo pieknie z jeich strony, jasno panuchno, ale nie potrzebowali sie przeca sami tropić. Ludkowie złoci, cy to wto coś takiego widzioł?
I staruszka zwróciła się znowu do wnuczki:
— Dziwej sie, wiela utropy narobili se panuchna lo ciebie! Wierza sie bardzo umęcyli, jasno panuchno?