Nagła przeraźliwość tej wizji przejęła Connie do głębi; wiedziała o tym; i teraz było to w niej. Ale w duchu miała ochotę ośmieszania. Mężczyzna myjący się na tylnym podwórzu! I na domiar na pewno żółtym mydłem o złym zapachu! Była zła; dlaczego jej się przytrafiło, że natknęła się na tę wulgarną czynność.
Szła więc naprzód, ale po pewnym czasie usiadła na pniu. Była zbyt oszołomiona, aby myśleć. Ale mimo tej gmatwaniny oszołomienia była zdecydowana oznajmić temu człowiekowi o poleceniu, jakie dla niego miała. Nie pozwoli, aby jej coś przeszkodziło. Musi mu dać czas na ubranie się, ale nie dość czasu na wyjście z domu. Widocznie szykował się do wyjścia.
Zawróciła powoli, nadsłuchując. Kiedy się zbliżyła, domek wyglądał zupełnie tak samo, jak przedtem. Pies zaszczekał, Connie zapukała do drzwi i nie mogła zapobiec temu, że serce jej biło mocno.
Usłyszała, jak mężczyzna schodził lekkimi krokami ze schodów. Szybko otworzył drzwi i przestraszył ją. On sam był trochę zakłopotany, ale natychmiast ukazał się na jego twarzy uśmiech.
— Lady Chatterley! — rzekł. — Może pani wejdzie?
Zachowanie jego było zupełnie swobodne i dobre. Connie przekroczyła próg i znalazła się w dość ponurym, małym pokoju.
— Wstąpiłam tylko z polecenia sir Clifforda — rzekła miękkim, trochę zadyszanym głosem.
Leśniczy spojrzał na nią niebieskimi, wszystko widzącymi oczyma, co ją skłoniło do odwrócenia twarzy. Wydała mu się ładna, niemal piękna w tym zalęknieniu, natychmiast więc opanował sam sytuację.
— Może pani usiądzie? — zapytał w przypuszczeniu, że tego nie zrobi. Drzwi były otwarte.
— Nie, dziękuję. Sir Clifford chciał wiedzieć, czy pan... — i powtórzyła polecenie męża, patrząc mu nieświadomie w oczy. Teraz oczy jego spoglądały ciepło i łagodnie, zwłaszcza jak dla kobiety, cudownie ciepło i łagodnie, i swobodnie.