— Nie?
— Myślę, że będę przychodziła czasami posiedzieć tutaj trochę.
— Tak!
— Czy pan zamyka szałas, gdy pana nie ma?
— Tak, proszę jaśnie pani.
— Czy nie mogłabym mieć także klucza, aby tu czasem posiedzieć? Czy są dwa klucze?
— Nie wia, cy bydzie jeszce jedyn.
Znowu zaczął mówić dialektem. Connie zawahała się; sprzeciwiał się jej. Może to był jego szałas?
— Czy nie moglibyśmy dostać drugiego klucza? — zapytała miękkim głosem, w którym drgał ton kobiety zdecydowanej postawić na swoim.
— Drugiego? — powtórzył i rzucił na nią nagle spojrzenie pełne gniewu, w którym był też jakiś nalot szyderstwa.