Weszła do gabinetu Clifforda, gdzie na stoliku szumiał stary imbryk mosiężny.
— Spóźniłam się, Cliffordzie! — powiedziała; odłożyła kwiaty i stojąc w kapeluszu i szalu przed stolikiem, zdjęła ogrzewacz herbaty. — Przykro mi bardzo. Dlaczego nie kazałeś pani Bolton podać herbaty?
— Nie przyszło mi to na myśl — odpowiedział Clifford ironicznie. — Trudno mi wyobrazić ją sobie prezydującą przy stoliku z herbatą.
— O, w srebrnym czajniku nie ma przecież nic świętego — rzekła Connie.
Clifford spojrzał na nią z zaciekawieniem.
— Co robiłaś całe popołudnie?
— Spacerowałam i siedziałam trochę w osłoniętym miejscu. Czy wiesz, że na wielkim ostrokrzewiu są jeszcze ciągle jagody?
Zdjęła szal i w kapeluszu usiadła, aby przygotować herbatę. Tosty będą na pewno jak podeszwa. Nałożyła ogrzewacz na imbryk i wstała, aby przynieść wazonik na fiołki. Biedne kwiaty zwiesiły główki.
— Ożyją znowu — powiedziała i postawiła je przed nim w wazoniku, aby je powąchał.
— Słodsze niż powieki Junony47 — zacytował Clilford.