— Nie widzę najmniejszego związku z prawdziwymi fiołkami — rzekła Connie. — Poeci okresu elżbietańskiego są jednak dość napuszeni.
Nalała mu herbaty.
— Jak ci się zdaje, czy istnieje drugi klucz do małego szałasu w pobliżu Źródła Świętojańskiego, gdzie się hoduje bażanty? — zapytała.
— Możliwe. Dlaczego?
— Odkryłam dzisiaj to miejsce, nigdy go przedtem nie widziałam. Uważam, że to czarujący zakątek. Mogłabym tam czasem posiedzieć, prawda?
— Czy Mellors tam był?
— Tak! Dzięki temu znalazłam szałas: dzięki stukowi jego młotka. Wydawał się niezbyt zadowolony, że tam wtargnęłam. Tak, był prawie brutalny, kiedy go zapytałam o drugi klucz.
— Co powiedział?
— O, nic. Tak się tylko zachowywał; i powiedział, że nie wie, czy istnieje drugi klucz.
— Może w pracowni ojca będzie. Betts zna wszystkie klucze; wszystkie tam są. Każę mu zobaczyć.