— Dlaczego nie opowiedziałeś mi o nim wcześniej?
— O, nie jestem zwolennikiem takich romantycznych losów. Są one ruiną wszelkiego ładu. Wielka szkoda, że wojna przyniosła je ze sobą.
Connie skłaniała się do jego zdania. Cóż za korzyść, że się miało niezadowolonych ludzi, którzy się nigdzie nie nadawali?
Podczas tych pięknych dni zdecydował się i Clifford na przejażdżkę po lesie. Wiatr był zimny, ale nie uciążliwy, a słońce, gorące i pełne, było samym życiem.
— Zdumiewająca rzecz — rzekła Connie — jak innym czuje się człowiek w piękny, świeży dzień. Zazwyczaj ma się uczucie, że nawet powietrze jest na wpół martwe. Ludzie zabijają nawet powietrze.
— Sądzisz, że to ludzie robią? — zapytał Clifford.
— Tak, jestem tego zdania. Wyziewy takiego mnóstwa nudy, niezadowolenia i złości wszystkich ludzi po prostu zabijają siłę życiową powietrza. Jestem przekonana, że tak jest.
— Może pewien stan atmosfery zmniejsza siłę życiową ludzi? — zapytał Clifford.
— Nie, to człowiek zatruwa wszechświat — oznajmiła Connie.
— Bruka własne gniazdo?