Demades. Najgenialniejszym mówcą owych czasów był, w oczach Teofrasta65, Demades. Ale był to człowiek bez wykształcenia, a co smutniejsze, bez charakteru. Stracony przez Kassandra66, doświadczył prawdy sentencji Demostenesowskiej, że zdrajcy sprzedają przede wszystkim siebie. Przyrodzone zdolności prostaka miały przerastać nawet taką arenę wymowy, jaką były Ateny. Wypracowane mowy Demostenesa Demades prześcigał improwizacjami. Słynął z powiedzeń zrodzonych z natchnienia chwili, a bardziej trafiających do celu niż wielogodzinne tyrady; np. podczas debat, czy należy Aleksandrowi Wielkiemu przyznać cześć boską, przestrzegał wzbraniających się rodaków: „Nie pilnujcie nieba, bo stracicie ziemię”.

Dejnarchos. Ostatni w kanonie mówców attyckich, Dejnarchos, był uczniem Teofrasta i Demetriusza z Faleronu67. Polityczną działalność rozwinął po śmierci Antypatra68, a pierwsze jego mowy datują się od masowego procesu o złoto Harpalosa. Sam nie występował. Naśladował częściowo Hyperejdesa, częściowo Demostenesa.

III. Demostenes

Uzdolnienia — usposobienie — skłonności — porywy

W żyłach Demostenesa płynęła po matce krew naddunajskiego chłopa. Było w nim coś, co go czyniło obcym w swoim narodzie. Nie lubił gimnastyki — Grek! — wina nie pijał, pracował od najmłodszych lat do pięćdziesiątego roku życia niezmordowanie. Chłopcem będąc, gniewał się, gdy rzemieślnik wstał wcześniej do zajęcia od niego. Ruchy miał niewyszukane, nerwowo szybkie; gestykulował namiętnie. Wpadał w gniew tak łatwo, jak kobieta. Ajschines zarzucał mu skłonność do płaczu. Źle zbudowany, nie miał gracji ani w ruchu, ani w słowie. Brakło mu wielkich uzdolnień; podziwiał pamięć Ajschinesa, mówił z wysiłkiem i głos go — bywało — zawodził. Improwizował niechętnie i nie było tajne, że przygotowywał się do mów. Poklask zdobył sobie dopiero z czasem, wielkim nakładem pracy i zaparcia się.

Człowiek, który naprawdę nie bał się niczego i drwił w obliczu śmierci, miał chwile lęku — przed tłumem, jakby tremę; w poselstwie do Aleksandra Wielkiego zawiodły go nerwy i zawrócił z drogi. Ajschines i Teopomp69 nazwali go kameleonem; zdziwiło to już Plutarcha — a jednak coś było na tym: nerwy. Zajadłość Demostenesa budziła odrazę, ale miewała ona swoje skoki. Jak zwierz ruszony z legowiska, myśl jego rzucała się ku przypuszczalnym wyjściom, uderzała o mur charakteru i konsekwencji — i wracała „do porządku dziennego”. Zdawało się, że jak wahadło, na to tylko wychylał się, by móc się powtórzyć. Człowiek niezłamanej konsekwencji myślowej, zdradzał pewną nerwowość w praktycznym jej zastosowaniu. Być także może, że nieznane nam dzisiaj zwyżki i zniżki nastrojów politycznego dnia wytłumaczyłyby nam pewne przeciwieństwa, jakie rysują się np. między sprawą przyjęcia preliminarzy pokoju a krytyką poselstwa, między nieobesłaniem igrzysk pytyjskich70 a mową O pokoju.

Demostenes był naturą stworzoną do walki, nie do miłości i nie do przebaczania. Poczucie triumfu wstrząsa całą jego duchową istotą — to wada natur zdobywczych; potem przylgnęła ona do stoików. Zajadłość Demostenesa wobec przeciwnika budziła protesty u sędziów, miał nie cofać się przed zarzutami, które wywoływały gwizdanie wśród audytorium. Mowa o Chersonezie i Trzecia Filipika wygłoszone były chyba w gorączce. Przed bitwą pod Cheroneją groził, że każdego, kto ośmieli się doradzać pokój, zawlecze własną ręką za włosy do więzienia. Niekryta duma rozpiera mu piersi w mowie O wieńcu. Wyzwiska rzuca z rzadka — garściami. Namiętności Demostenesa odpowiada namiętność Eurypidesa71, obie jeszcze w formie pełnej klasyczności wobec np. Zoila72, Timajosa73, potem aleksandryków74. Fanatyzm Demostenesa przerażał kompromisowe natury. Lud miał go nazywać żmiją, co było pospolitym przezwiskiem zajadłych adwokatów. Jadowitość Demostenesa nie miała w sobie nic słonecznego, jak u Cycerona; dowcip jego był cierpki i palący, a zawsze ponury. Ajschines i Dejnarchos zarzucali mu, że jest złowrogim zjawiskiem. Wrodzona gorycz usposobienia łączyła się z wysoce nieposzlakowanym charakterem. „Nie tylko o tym pamiętajcie — mawiał Demostenes — że jestem gorzki, ale że bezpłatnie”. Ostatnie słowo Demostenesa do zbira-aktora było jadowitym szyderstwem. Miewa momenty humoru i satyry, ale żółć i pasja były u niego czarną kartką na kalendarzu politycznym. Zresztą takie były czasy. Z tym wszystkim był ostrożny zazwyczaj; zdania warunkowe są prawdziwą plagą dla tłumacza Demostenesa. Nie bez osobistej odwagi, przecież zawisły był od nastroju chwili.

Plutarch zarzuca mu brak staranniejszego wykształcenia; w pismach mówcy niepodobna doszukać się popisu erudycją, ale tchną one osobistą kulturą autora, jakkolwiek z natury rzeczy nie zapominają o poziomie słuchacza. Nie znać w nich najmniejszego zainteresowania dla filozofii, bo retoryka uchodziła podówczas za uniwersalne i wystarczające wykształcenie, ani w ogóle żadnych innych horyzontów poza politycznym. Nie zapominajmy wszelako, że w starożytności nie dzieło zależało od autora, ale autor od dzieła, a dziełem Demostenesa była mowa sądowa przed przedstawicielami mieszczaństwa. Demostenes jest jedynym autorem epoki klasycznej, który zastosował do siebie hasło podjęte później przez stoików: pracy nad sobą — jest wykładnikiem najwyższego, jakie znamy w starożytności, napięcia woli. „Przyjaciel trudu ponad siły” — tak sam siebie nazywał. Takim trudem ponad siły było jego życie, trudem może i przez to także chlubnym, że daremnym. Sprężyną moralności Demostenesa jest poczęta w rozumie, a zahartowana w woli idea nieznużonego wysiłku. Demostenes nie wrócił Atenom świetności, ale jak wysoko — jeden — podtrzymywał poczucie godności w narodzie, świadczy późniejsze upodlenie Aten za Demetriusza Poliorkety75. Toteż pewna szczudłowość daje się wyczuć w kaznodziejskim tonie Filipik; był to język już wtedy mało zrozumiały dla ogółu współczesnych.

Twarde czasy rodzą twardych ludzi; Demostenes nie miał molle cor76 Owidiusza. Oddychanie atmosferą sądu ateńskiego w IV wieku nie usposabiało do łagodności. Republikanie nie żartowali w sądach, a urząd Jedenastu77 był jednym z najbardziej pracowitych. Nowożytnego czytelnika gorszy łatwość, z jaką Demostenes żąda za każde przewinienie kary śmierci; działał tak w myśl retorycznej dewizy, że żądać za dużo jest to otrzymać dosyć. Kazał stracić za szpiegostwo Antyfonta, Anaksinosa, przy którego stole niegdyś siedział, kapłankę Teorys. Śmierć wyprzedzały w wypadkach szpiegostwa tortury. Na wieść o zamordowaniu Filipa włożył wieniec; wytykano mu to, ale czyż Grecy nie wieńczyli tyranobójców? Wszak niedługo potem lud ateński uchwalił dekret honorowy dla lekarza, który rzekomo otruł Aleksandra Wielkiego. „Nie godzi się triumfować nad poległymi” — powiedział Homer, ale Homer nie był demokratą.

Religia