MARGRABIA: Dotrzymam przyrzeczenia; ale ty, pani, błagam, pamiętaj, abyś nie chybiła twojemu.
PANI DE LA POMMERAYE: W istocie, margrabio, jestem równie szalona jak ty. Musiałeś snadź zachować straszliwą władzę nade mną; to mnie przeraża.
MARGRABIA: Kiedyż ją ujrzę?
PANI DE LA POMMERAYE: Nic nie wiem. Trzeba się zająć przede wszystkim sposobem ułożenia rzeczy i uniknięcia wszelkich podejrzeń. Te panie nie mogą łudzić się co do twych zamiarów; wyobraź sobie, jak by wyglądała moja usłużność w ich oczach, gdyby mogły sobie wyobrażać, iż działam w porozumieniu z tobą... Ale, margrabio, mówiąc otwarcie, na co mi tego kłopotu? Co mnie obchodzi, czy ty się kochasz, czy nie kochasz? czy popełniasz szaleństwa i jakie? Rozplątuj sam kłębuszek... Rola, jaką mi każesz odgrywać, jest, doprawdy, zbyt szczególna.
MARGRABIA: Moja przyjaciółko, jeżeli ty mnie opuścisz, jestem zgubiony! Nie będę mówił o sobie, obraziłbym cię bowiem: ale zaklinam cię na imię tych zacnych i godnych istot, które ci są tak drogie. Znasz mnie; oszczędź im szaleństw, do jakich jestem zdolny. Pójdę do nich; tak pójdę, uprzedzam cię, wtargnę przemocą w próg, wejdę wbrew ich woli, nie ruszę się z miejsca, nie wiem, co uczynię, co powiem; wszystkiego możesz się obawiać, w takim znajduję się stanie!...
— Zauważyliście może, panowie — rzekła gospodyni — iż od początku tej przygody aż do obecnej chwili margrabia des Arcis nie wyrzekł słowa, które by nie było pchnięciem sztyletu skierowanym w serce pani de La Pommeraye. Dławiła się z oburzenia i wściekłości; toteż odparła drżącym i przerywanym głosem:
„W istocie, masz słuszność. Ach, gdybym ja się czuła tak kochaną, być może iż... Dajmy temu pokój... Nie dla pana będę tedy działać, ale pochlebiam sobie przynajmniej, margrabio, iż przyzwolisz mi nieco czasu”.
MARGRABIA: Jak można najmniej.
KUBUŚ: Ach, pani gosposiu, cóż to za szatan-kobieta. Drżę cały: muszę wypić choć łyczek, aby nabrać ducha... Czy pozwoli mi pani pić tak samemu?
GOSPODYNI: Ja się nie boję... Pani de La Pommeraye mówiła sobie: „Cierpię, ale nie cierpię sama. Okrutny człowieku! nie wiem, jak długo będą trwały moje męczarnie, ale postaram się, by twoja była wieczna...” Wytrzymała margrabiego blisko miesiąc w oczekiwaniu przyrzeczonego spotkania, to znaczy pozostawiła mu pod dostatkiem czasu, aby cierpiał, aby oszalał do reszty, zwłaszcza że pod pozorem złagodzenia męczarni odwłoki pozwoliła mu się zwierzać z postępów namiętności.