PAN: A ja wolę raczej słuchać lichego mówienia niż żadnego.
KUBUŚ: Bardzo szczęśliwie dla nas obu.
Nie wiem, gdzie gospodyni, Kubuś i jego pan podziali oczy, aby nie dostrzec jednej jedynej rzeczy, jaką można by powiedzieć na korzyść panny Duquênoi. Czyż ta dziewczyna pojmuje coś z krętych planów pani de La Pommeraye przed ich rozwiązaniem? Czy nie wolałaby przyjąć po prostu propozycje margrabiego i mieć go raczej za kochanka niż za męża? Czy nie znajduje się nieustannie pod władzą gróźb i tyranii margrabiny? Czy można ją potępiać za niezwalczoną odrazę do haniebnego rzemiosła? A jeżeli się godzi cenić ją za to tym więcej, czy można wymagać zbyt wiele przebierania i skrupułów w sposobie wyrwania się ze swego stanu?
A czy mniemasz, czytelniku, że trudniej byłoby o apologię pani de La Pommeraye? Byłoby ci może przyjemniej usłyszeć w tej mierze zdanie Kubusia i jego pana; ale mieli oni tyle do mówienia o materiach bardziej zajmujących, że prawdopodobnie zaniedbali tą oto. Pozwólcie tedy, abym ich zastąpił na chwilę.
Wpadacie w szał na samo imię pani de La Pommeraye i wołacie ze zgrozą: „Och, cóż za straszna kobieta! och! obłudnica! och! zbrodniarka!”... przede wszystkim, żadnych wykrzykników, żadnych gniewów, żadnej stronniczości: rozumujmy. Dzieją się każdego dnia uczynki bardziej niegodziwe, wykonane bez żadnego talentu. Możecie nienawidzić, możecie lękać się pani de La Pommeraye: ale nie będziecie nią gardzić. Zemsta jej jest okrutna: ale nie jest skalana żadną pobudką własnej korzyści. Nie powiedziano wam, że rzuciła w twarz margrabiemu piękny diament, jaki ofiarował jej w darze; ale uczyniła to: wiem z najpewniejszego źródła. Nie chodzi jej ani o pomożenie majątku, ani o przysporzenie sobie jakiegoś zaszczytu. Ba! gdyby ta kobieta uczyniła toż samo, aby uzyskać dla męża jakiś awansik lub posadę; gdyby była się wydała na łup ministrowi lub nawet jego sekretarzowi dla zdobycia orderu lub stopnia pułkownika; lub depozytariuszowi listy beneficjów w zamian za tłuste probostwo, to wydałoby się bardzo proste, to byłoby na waszą miarę. Ale kiedy się mści za zdradę, miotacie się na nią, zamiast uznać, iż uraza jej oburza was jeno dlatego, iż nie jesteście zdolni odczuć jej w sposób równie głęboki lub też nie przywiązujecie żadnej niemal wagi do cnoty kobiet. Czy zastanowiliście się nieco, jakie ofiary uczyniła pani de La Pommeraye dla margrabiego? Nie powiem wam, iż szkatuła jej była dlań otwarta we wszelkiej potrzebie i że przez wiele lat dom jej i stół był dla niego jak własny; na to moglibyście wzruszyć ramionami; ale poddała się wszelkim jego upodobaniom, wszelkim zachceniom; obaliła dla jego przyjemności cały plan swego życia. Znana czystość obyczajów margrabiny dawała jej najwyższe poważanie w świecie; dla jego miłości osunęła się w rząd kobiet pospolitych. Skoro przyjęła hołdy margrabiego des Arcis, powiedziano: „W końcu wreszcie ta nadzwyczajna, niepospolita pani de La Pommeraye słała się taką jak każda z nas”... Zauważyła dokoła ironiczne uśmieszki; słyszała żarciki; często rumieniła się pod nimi i spuszczała oczy; przełknęła cały kielich goryczy zgotowany kobietom, których nieskazitelne prowadzenie zbyt długo było żywym potępieniem zepsucia otaczających je wietrznic; zniosła cały rozgłos skandalu, jakim świat mści się na owych świętych, które niebacznie chcą mu dawać przykład uczciwości. Była ambitna; raczej byłaby umarła z bólu, niżby po wstydzie zdeptanej cnoty miała obnosić w świecie śmieszność porzucenia. Zbliżała się do okresu życia, w którym strata kochanka nie łatwo da się zastąpić. Taka była jej natura; cios ten skazywał ją na życie w nudzie i samotności. Mężczyzna rzuca się ze sztyletem na drugiego za jeden gest, za błahą obrazę; i nie ma być wolno uczciwej kobiecie, zgubionej, zniesławionej, zdradzonej, popchnąć zdrajcę w ramiona ladacznicy? Och! czytelniku, nader lekki jesteś w pochwałach i nader surowy w potępieniu. Powiecie, że bardziej macie za złe margrabinie sposób niż rzecz samą. Nie możecie się pogodzić z urazą tak wytrwałą; z tą pajęczą siecią szalbierstw i kłamstw ciągnącą się przez rok blisko. Ani ja także, ani Kubuś, ani jego pan, ani gospodyni. Ale umiecie darować wszystko pierwszemu impetowi; otóż powiem wam, że pierwszy impet, który u innych trwa krótko, u pani de La Pommeraye i kobiet jej charakteru jest długi. Dusza ich pozostaje niekiedy przez całe życie pod wpływem pierwszego wrażenia zniewagi; cóż w tym niepodobnego do pojęcia lub usprawiedliwienia? Widzę tylko, iż niewierność stałaby się rzeczą mniej utartą i przyklasnąłbym szczerze prawu skazującemu na towarzystwo ladacznic tego, kto by uwiódł i porzucił uczciwą kobietę: człowiek pospolity przynależy kobietom pospolitym.
Podczas gdy ja rozprawiam, pan Kubusia chrapie tak jak gdybym nie był słuchał; Kubuś zaś, któremu muskulatura nóg odmawia posłuszeństwa, błądzi po pokoju, w koszuli i boso, przewraca wszystko, co napotka i budzi pana, odzywającego się zza firanek: „Kubusiu, ty jesteś pijany”.
— Albo blisko tego.
— O której godzinie masz zamiar się położyć?
— Zaraz, panie; ale bo... ale bo...
— Cóż za ale bo?