PAN: Ty się modlisz?
KUBUŚ: Czasami.
PAN: I cóż mówisz?
KUBUŚ: Mówię: „O ty, kimkolwiek jesteś, który uczyniłeś wielką wstęgę i którego palec nakreślił całe pismo wypisane w górze, wiedziałeś od wieków, czego mi potrzeba; niechaj się wola twoja spełni. Amen”.
PAN: Czy nie równie skutecznie byłoby siedzieć cicho?
KUBUŚ: Może tak, a może nie. Modlę się na wszelki wypadek. Gdybym miał władzę nad sobą, ani bym się cieszył ani martwił, co bądź by mi się trafiło; ale ponieważ rządzę się jeno porywem, zapominam o naukach kapitana i śmieję się, i płaczę jak głupiec.
PAN: Czy twój kapitan nie płakał i nie śmiał się nigdy?
KUBUŚ: Rzadko... Joanna przyprowadziła jednego rana córkę i zwracając się serdecznie do mnie, rzekła: „Panie drogi, jesteś tedy w pięknym zamku, gdzie będzie ci nieco lepiej niż u chirurga. W początkach zwłaszcza, och! będą cię pielęgnować cudownie. Ale ja znam służbę; zbyt dawno sama w niej jestem: pomału ostygnie ten piękny zapał. Państwo przestaną myśleć o tobie; i jeśli choroba potrwa, popadniesz w zapomnienie, ale to tak doskonałe, iż gdyby ci przyszła ochota umrzeć z głodu, powiodłoby ci się to najzupełniej”... Następnie zwracając się do córki, rzekła: „Słuchaj Dyziu, masz mi odwiedzać tego zacnego człowieka cztery razy dziennie: rano, w porze obiadowej, około piątej i w czas wieczerzy. Masz mu być posłuszną jak mnie samej. Słyszałaś i pilnuj się raz na zawsze”.
PAN: Czy wiesz, co się zdarzyło biednemu Desglands?
KUBUŚ: Nie, panie; ale jeśli życzenia, jakie zasyłałem za jego pomyślność, nie ziściły się, to z pewnością nie dlatego, by im zbywało na szczerości. On to powierzył mnie panu komandorowi La Boulaye, który zginął w czasie przeprawy na Maltę; komandor La Boulaye oddał mnie swemu starszemu bratu kapitanowi, który obecnie pewno umarł na fistułę; kapitan oddał mnie młodszemu bratu, generalnemu prokuratorowi w Tuluzie, który dostał bzika i którego rodzina kazała zamknąć. Ów pan Pascal, generalny prokurator w Tuluzie, przekazał mnie hrabiemu de Tourville, który wolał zapuścić brodę pod kapturem kapucyna, niżeli narażać życie; hrabia de Tourville oddał mnie margrabinie du Belloy, która drapnęła do Londynu z jakimś przybłędą; margrabina du Belloy dała mnie jednemu z krewniaków, który stracił wszystko na kobiety i musiał wędrować za morze; ówże krewniak polecił mnie niejakiemu panu Hérissant, lichwiarzowi z rzemiosła, który lokował na procent pieniądze pana de Rusai, doktora Sorbony, który mnie znowuż umieścił u panny Isselin, którą pan wziąłeś na utrzymanie i która umieściła mnie u pana, któremu będę zawdzięczał kawałek chleba na stare lata, obiecał mi to pan bowiem, jeżeli przy panu wytrwam; a nie zanosi się jakoś, abyśmy się mieli rozłączyć. Kubuś był stworzony dla pana, a pan dla Kubusia.