PAN: Co ci o to? Opowiedz mi swój obraz i bądź zwięzły, upadam bowiem z senności.

KUBUŚ: Niech się pan tedy postawi przed fontanną Niewiniątek albo też blisko bramy świętego Dionizego; te dwa szczegóły wzbogacą kompozycję.

PAN: Już tam stoję.

KUBUŚ: Ujrzy pan w pośrodku ulicy dorożkę przewróconą na bok, ze złamanym stopniem.

PAN: Już widzę.

KUBUŚ: Gramoli się z niej mnich i dwie dziewczyny. Mnich umyka co tchu. Woźnica z pośpiechem złazi z kozła. Piesek woźnicy puszcza się w pogoń za mnichem i chwyta go za połę habitu; mnich robi, co może, aby się uwolnić. Jedna z dziewczyn, rozmamana, z odkrytą piersią, trzyma się za boki od śmiechu. Druga, która sobie nabiła guza na czole, oparła się o drzwiczki dorożki i ściska głowę obiema rękami. Tymczasem zebrała się ciżba ludu, ulicznicy zbiegają się wydając okrzyki, kramarze i kupczychy wylęgają na próg kramików, inni zaś spektatorzy wychylają się do pół ciała z okien.

PAN: Tam do licha! Kubusiu, oto kompozycja obrazu dobrze rozmieszczona, bogata, miła dla oka, urozmaicona i pełna ruchu. Za powrotem do Paryża zanieś ten temat Fragonardowi52, a zobaczysz, co zeń zrobi.

KUBUŚ: Po tym, co mi pan wyznał o swym znawstwie w sztuce malowania, mogę przyjąć pochwałę, nie spuszczając oczu.

PAN: Założyłbym się, że to jedna z przygód ojczulka Hudsona.

KUBUŚ: To prawda.