Czytelniku, podczas gdy nasi przyjaciele śpią, miałbym ochotę podsunąć ci do poduszki małe zagadnienie; czym byłoby dziecko urodzone z ojca Hudsona i pani de La Pommeraye? — Być może dzielnym człowiekiem. — Być może wspaniałym łajdakiem. — Opowiesz mi to jutro rano.
Nadeszło to rano i podróżni rozstali się; margrabia des Arcis jechał bowiem w inną stronę. — Usłyszymy tedy może dalszy ciąg amorów Kubusia? — Mam nadzieję: natomiast zupełnie pewne jest, że pan jego wie już, która godzina, zaczerpnął niuch tabaki i rzekł: „I cóż, Kubusiu, a twoje amory?”.
Kubuś zamiast odpowiedzieć na pytanie prawił: „Nie sąż to czorty! Od rana do wieczora wyklinają to życie, a nie mogą się zdobyć, aby je porzucić! Czyżby to znaczyło, iż wszystko razem wziąwszy, życie nie jest tak złą rzeczą, czy może obawiają się trafić na coś gorszego?”.
PAN: I jedno, i drugie. Ale, ale, Kubusiu: wierzysz ty w życie przyszłe?
KUBUŚ: Ani wierzę ani nie wierzę; nie myślę o nim. Cieszę się, jak umiem tym, które nam tu dano jako zadatek przyszłej sukcesji.
PAN: Co do mnie, uważam się niby za poczwarkę; chętnie wyobrażam sobie, że motyl, czyli moja dusza, przebiwszy jednego dnia skorupę, wzleci w górę, ku sprawiedliwości boskiej.
KUBUŚ: Prześliczny obrazek.
PAN: Nie mój; znalazłem go, zdaje mi się, u pewnego poety włoskiego nazwiskiem Dante, który napisał dzieło pod tytułem: Komedia Piekła, Czyśćca i Raju53.
KUBUŚ: To mi szczególny przedmiot do komedii!
PAN: Są tam, dalipan, ładne rzeczy, zwłaszcza w owym Piekle. Zamyka herezjarchów w grobowce z ognia, z których płomień wymyka się i szerzy daleko pożogę; niewdzięczników w jaskinie, gdzie łzy płynące z oczu ścinają się im w lód na twarzach; leniwców w innych znów jaskiniach; powiada o nich, że krew wycieka im z żył, a zbierają ją wzgardliwe robaki... Ale skąd ci się wzięła wycieczka przeciw naszej pogardzie dla życia, które wszelako lękamy się stracić?