DOKTOR: Proboszcz św. Rocha ma jej zawieźć dzisiaj relikwie do Wersalu i zdaje się, że przybędą za późno.
DAMA: Nie tylko pani Infantka świeci tak budującym przykładem. Książę de Chevreuse, który był ciężko chory, nie czekał, aż mu podsuną sakramenta, zażądał ich sam z siebie: czym sprawił wielką przyjemność rodzinie.
DOKTÓR: Już się ma znacznie lepiej.
JEDEN Z OBECNYCH: To pewna, że to nie przyspiesza śmierci; całkiem przeciwnie.
DAMA: W istocie, z chwilą gdy się pojawi niebezpieczeństwo, każdy powinien by uczynić zadość tym obowiązkom. Chorzy nie zdają sobie widocznie sprawy, jak bardzo ciężkim, a jednak nieodzownym jest dla otoczenia namawiać ich do tego!
DOKTÓR: Wracam od pewnego chorego, który mi rzekł przed dwoma dniami: „Doktorze, jak mnie znajdujesz?”.
— Hm, panie drogi, gorączka silna, nawroty częste...
— Czy myślisz, że grozi niebawem taki nawrót?
— Nie, obawiam się go dopiero wieczór.
— Skoro tak, muszę dać znać pewnej osobie, z którą mam załatwić drobną sprawę osobistą. Pragnę ukończyć ją, póki jeszcze mam swobodną głowę... Wyspowiadał się, przyjął sakramenty. Przychodzę wieczorem, gorączki ani śladu. Wczoraj miał się znacznie lepiej, dziś jest na nogach. Wiele razy w ciągu mej praktyki widywałem taki skutek świętych sakramentów.