CHORY do służącego: Przynieś mi kurczę.

KUBUŚ: Podają; chce krajać, ale nie ma siły, rozskubują mu skrzydełko na drobne kawałeczki; woła o chleb, chwyta łapczywie, robi wysiłki, aby zżuć kąsek, którego nie jest w stanie przełknąć i zwraca go w serwetę; żąda czystego wina, macza w nim usta i mówi: „Czuję się znacznie lepiej”... Tak, ale w pół godziny potem już nie żył.

PAN: Wszelako ta dama dobrze się brała do rzeczy... A twoje amory?

KUBUŚ: A warunek, na który się pan zgodził?

PAN: Rozumiem... Siedzisz tedy w zamku Desglands’a jak u pana Boga za piecem; stara Joanna nakazała młodej Dyzi, aby cię odwiedzała cztery razy na dzień i pielęgnowała najtroskliwiej. Ale zanim posuniemy się naprzód, powiedz mi, czy panna Dioniza posiadała jeszcze swój klejnot panieński?

KUBUŚ zakaszlnąwszy się: Tak sądzę.

PAN: A ty?

KUBUŚ: Ech, mój, to już sporo czasu, jak wędrował po świecie.

PAN: Więc to nie była twoja pierwsza miłość?

KUBUŚ: Dlaczego?