PAN: Chybić takiego ptaszka we dwie strzelby, to diabelne pudło.

KUBUŚ: Ot, panie, zgaduję, po kąciku pańskiej prawej wargi, który się podnosi, i lewej dziurce od nosa, która się kurczy, iż lepiej będzie, gdy spełnię rzecz z dobrej woli, niż żebym się miał dać prosić; tym bardziej, że czuję silniejszy ból gardła i starczy mi tchu ledwie na jedną albo dwie powiastki.

PAN: Gdyby Kubuś chciał mi sprawić wielką przyjemność...

KUBUŚ: Jakżeby się wziął do rzeczy?

PAN: Rozpocząłby od utraty swego klejnotu. Mam ci powiedzieć prawdę? Zawsze byłem łasy na opowieści o tym wielkim wydarzeniu.

KUBUŚ: A dlaczego, jeśli łaska?

PAN: Dlatego, że ze wszystkich tego rodzaju przygód ta jedynie jest interesująca; inne są jeno bezbarwnym i pospolitym powtórzeniem. Ze wszystkich grzeszków ładnej penitentki, jestem pewien, że spowiednik tego jednego słucha z pełną uwagą.

KUBUŚ: Panie, panie, widzę, że pan jest porządnie zepsuty i że przy skonaniu diabeł mógłby się snadnie panu ukazać pod tą postacią co Ferragusowi54.

PAN: Możliwe. Ale co do ciebie, założyłbym się, że patent na mężczyznę zawdzięczasz jakiejś starej ladacznicy z waszej wioski.

KUBUŚ: Niech się pan nie zakłada, bo pan przegra.