Wychodzi, idę za nim, zbliżamy się do drzwi, puszczam go do wnętrza samego. Ciekawy rozmowy Byka-ojca z moim, chowam się w jakimś zakątku, za przepierzeniem, skąd nie tracę ani słóweczka.

BYK OJCIEC: Ech, kumie, trzeba mu jeszcze darować tym razem.

— Darować, a co?

— Udajesz, że nie wiesz.

— Nie udaję, naprawdę nie wiem.

— Jesteś zgniewany i masz słuszność.

— Nie jestem zgniewany.

— Jesteś, powiadam.

— Jeśli chcesz koniecznie, nie mam nic przeciw temu, ale niechże się wprzódy dowiem, co znów zmalował.

— No, zdarzy się, raz, drugi, z tego jeszcze dziury w niebie nie będzie. Ot, zdybie się gromadka chłopaków i dziewcząt: piją, baraszkują, tańczą; godziny lecą; szast, prast, brama zamknięta...