— Słowo honoru?

— Słowo honoru.

— Rzecz tedy załatwiona, wracam do domu...

Kiedy ojciec chrzestny był na progu, rodzony mój, klepiąc go lekko po ramieniu, mówił: „Byczku, mój przyjacielu, czuję w tym wszystkim jakieś szelmostwo. Nasze chłopaki to dwa szczwane lisy; boję się, że dziś wzięli nas grubo na kawał; ale z czasem oliwa wyjdzie na wierzch. Bywaj, kumie”.

PAN: A jakże się skończyła sprawa pomiędzy Byczkiem juniorem a Justysią?

KUBUŚ: Tak jak musiała. On się pogniewał, ona jeszcze mocniej; rozpłakała się, on się rozczulił; przysięgła, że jestem najwierniejszym z przyjaciół; ja przysiągłem, że jest najuczciwszą dziewczyną we wsi. Uwierzył, przeprosił, kochał i cenił nas odtąd tym więcej. I oto początek, środek i koniec utraty mego klejnotu. A teraz, panie, rad bym, aby mi pan wyłożył sens moralny całej tej głupiej historii.

PAN: Lepiej poznać kobiety.

KUBUŚ: I panu było trzeba tej nauki?

PAN: Lepiej znać przyjaciół.

KUBUŚ: I pan wierzyłeś kiedy, iż znajdzie się choć jeden zdolny stawić czoło pańskiej żonie lub córce, jeśli zagięła nań parol?