PAN: Potem?
KUBUŚ: Potem rozchylam chusteczkę Zuzi, dobieram się do piersi, pieszczę ją; broni się, ot tak, nie zanadto. Leżały tam juki ośle, nieraz wypróbowane przez nas jako wcale dogodne; popycham ją na te juki...
PAN: Podnosisz spódniczki?
KUBUŚ: Podnoszę spódniczki.
PAN: I wikary widzi to?
KUBUŚ: Jak ja pana widzę.
PAN: I siedzi cicho?
KUBUŚ: Co to, to nie! Nie panując już nad wściekłością, zaczyna krzyczeć co tchu: „Mor... mor... mordercy!... go... go... gore!... zło... zło... złodziej!...” Na to, mąż, o którym myśleliśmy, że jest daleko, nadbiega.
PAN: Bardzo żałuję: nie lubię księży.
KUBUŚ: I byłby pan zachwycony, gdybym na oczach...