— Siada; bierze robótkę; chce pracować, ale jej nie idzie. Wszyscy rozmawiają, ona milczy; starają się ją rozerwać, wszystko drażni ją tylko. Ktoś podsuwa jakąś grę, przechadzkę, widowisko: panna przystaje; nagle skoro wszystko gotowe, czegoś innego się jej zachciewa i znowu odchciewa w chwilę później... Och, ale co to? zaczynasz być jakiś nieswój! Już nic nie powiem.

— Więc, kawalerze, sądzisz, gdybym się pojawił...

— Sądzę, że byłbyś głupcem. Trzeba umieć wytrwać, być mężczyzną. Jeśli wrócisz, nie będąc wezwanym, przepadłeś. Trzeba nauczyć rozumu ten kramik.

— Ale jeśli mnie nie wezwie?

— Wezwie.

— Jeśli zbyt długo będzie się ociągać...?

— Wezwie niebawem. Do paralusza! człowieka takiego jak ty nie tak łatwo zastąpić. Jeśli powrócisz sam z siebie, będziemy się dąsać, każemy ci drogo zapłacić twój wybryk; nałożymy warunki, jakie nam się spodoba; trzeba się będzie poddać; trzeba będzie ugiąć kolano. Czy chcesz być panem czy niewolnikiem i to niewolnikiem najpodlejszego gatunku? Wybieraj. Aby rzec prawdę, twoje postąpienie było nieco lekkie; nie wygląda na człowieka mocno rozkochanego; ale co się stało, to się stało; i jeśli możebnym jest wyciągnąć z tego pożytek, nie trzeba spudłować.

— Płakała!

— No i cóż? płakała. Ostatecznie lepiej niech ona płacze, niżbyś ty miał płakać.

— Ale jeśli mnie nie zawezwą?