PAN: Skarżysz się, ilekroć ci przerwę, a sam przerywasz.

KUBUŚ: To skutek złego przykładu. Matka lubi się puszczać, a chce żeby córka była święta; ojciec marnotrawi, a chce aby syn był oszczędny; pan chce...

PAN: Przerywać swemu służącemu, przerywać, ile mi się podoba, a nie znosić, aby on mi przerywał.

Czytelniku, czy nie lękasz się, aby się nie powtórzyła scena z oberży, gdy jeden krzyczał: „Zleziesz”, a drugi: „Nie zlezę?”. Nie ma wątpienia, iż bylebym choć troszkę podjudził Kubusia lub jego pana, natychmiast wszczęłaby się kłótnia; a skoro by się raz zaczęła, kto wie, jaki by miała koniec. Ale prawdą jest, iż Kubuś odparł skromnie: „Ja nie przerywam, tylko rozmawiam z panem, jak mi pan raczył pozwolić”.

PAN: Mniejsza; ale to jeszcze nie wszystko.

KUBUŚ: Jakiegoż innego zuchwalstwa zdołałem się dopuścić?

PAN: Wyprzedzasz nieustannie opowiadającego i pozbawiasz przyjemności, jaką sobie obiecywał po twoim zdziwieniu; tak iż skoro popisując się niewczesną bystrością, zgadłeś to, co miał powiedzieć, nie pozostaje mu nic innego jak milczeć i ja też milczę.

KUBUŚ: Och, panie!

PAN: Niech wszyscy czarci porwą ludzi chorujących na przenikliwość!

KUBUŚ: Zgoda; ale nie będzie pan tak okrutnym...