— Ale, dziecko, już po północy.
— Ja chcę, ja chcę.
— Wiesz, że mieszka daleko.
— Ja chcę, ja chcę.
— Że jest stara i nie może chodzić.
— Ja chcę, ja chcę.
Trzebaż było sprowadzić biedną staruchę! przynieść raczej, prędzej bowiem wyzionęłaby ducha, niż przebyła na nogach ten kawałek drogi. Skoro wszyscy się zgromadzili, malec oświadcza, iż chce wstać i żąda, by go ubrano. Wstaje tedy i ubiera się. Żąda, abyśmy wszyscy przeszli do wielkiej sali i aby go tam posadzono w fotelu ojca. I to się stało. Abyśmy wszyscy wzięli się za ręce. Abyśmy tańczyli w kółko; zaczynamy wszyscy tańczyć w kółko. Ale to, co teraz następuje, jest wprost nie do wiary...
PAN: Mam nadzieję, że mi darujesz resztę?
KUBUŚ: Nie, nie, panie, usłyszy pan wszystko... Myśli, że mi tu będzie mógł bezkarnie smarować portret matki długi na cztery łokcie...
PAN: Kubusiu, ja cię psuję.