— Nie, nie, nie uchodzi.
— Niechże tedy odda obie.
— Także nie uchodzi.
Tu Kubuś i jego pan wjechali w wieś, gdzie mieli odwiedzić dziecko i żywicieli dziecka spłodzonego przez kawalera de Saint-Ouin. Kubuś umilkł; pan rzekł: „Zsiądźmy i zróbmy popas”.
— Czemu?
— Bowiem wedle wszelkiego podobieństwa zbliżasz się do rozwiązania twoich amorów.
— Niezupełnie.
— Skoro się doszło do kolana, niewiele już drogi pozostaje do reszty.
— Mój dobry panie, Dyzia miała udko dłuższe niż każda inna.
— Bądź co bądź, zsiądźmy.