PAN: Mówisz o sobie?

KUBUŚ: Tak, o sobie, że nie zostawiłem ani łyka w bukłaczku.

PAN: Nie żałuj, byłbym go ja wypił, umieram z pragnienia.

KUBUŚ: Niech diabli porwą bałwana po raz wtóry, żem nie dostawił dwóch łyków.

Tutaj pan zaczyna przekonywać Kubusia, iż najlepszym sposobem oszukania zmęczenia i gorąca będzie ciągnąć dalej opowiadanie; Kubuś wzbrania się, pan zaczyna się dąsać; Kubuś nie zwraca na to uwagi; w końcu zarzekłszy się, iż nie jest winien nieszczęścia, jakie stąd wyniknie, podjął historię swoich amorów w te słowa:

— Pewnego świątecznego dnia, gdy pan zamku był na polowaniu... — Tu zatrzymał się nagle i rzekł — Nie mogę; niepodobna mi ciągnąć dalej; zdaje mi się, że mam na gardle rękę losu i czuję, jak mi je ściska; przez litość, panie, pozwól mi milczeć.

— Dobrze więc, milcz i idź do pierwszej chałupy z brzegu zapytać o mieszkanie, gdzie chowa się ów chłopiec...

Było to o jeden dom dalej: idą tam, prowadząc konie za uzdę. Naraz drzwi chaty otwierają się, ukazuje się w nich człowiek; pan Kubusia wydaje krzyk; dobywa szpady; nieznajomy toż samo. Szczęk broni płoszy konie, koń Kubusia zrywa uzdę i ucieka: w tej samej chwili nieznajomy pchnięty śmiertelnie pada martwy na ziemię. Pan Kubusia wskakuje żwawo na siodło i zmyka co koń wyskoczy. Człowiek zabity był to kawaler de Saint-Ouin, którego przypadek sprowadził właśnie tego dnia z Agatą do żywicielki ich dziecka. Agata wydziera sobie włosy nad trupem kochanka. Pan Kubusia jest już tak daleko, że zupełnie stracono go z oczu. Kubuś idąc z mieszkania sędziego do więzienia, mówi: „Musiało się tak stać, tak było napisane w górze...”.

Co do mnie, zatrzymuję się tutaj, powiedziałem bowiem wam o moich bohaterach wszystko, co wiedziałem. — A amory Kubusia? Kubuś rzekł po sto razy, iż napisane jest w górze, że nie dokończy ich historii; okazuje się, że miał słuszność. Widzę, czytelniku, że cię to gniewa; podejmijże tedy opowiadanie tam, gdzie on przerwał, i prowadź je wedle ochoty albo też złóż wizytę pannie Agacie, dowiedz się nazwiska wsi, gdzie Kubuś odsiaduje karę; zobacz się z Kubusiem, popytaj go. Sądzę, iż nie da się ciągnąć za język, aby cię zadowolić; to go rozerwie nieco w tej opresji. Na podstawie pamiętników, które mam słuszną przyczynę uważać za podejrzane, mógłbym może uzupełnić tę lukę; ale na co? zajęcie może budzić tylko to, co się uważa za prawdziwe. Wszelako ponieważ byłoby lekkomyślnością wydawać bez dojrzałego zbadania sąd o rozmowach Kubusia Fatalisty i jego pana, najwybitniejszym dziele, jakie pojawiło się od czasu Pantagruela mistrza Franciszka Rabelais’go i od Życia i przygód Kuma Mateusza89, odczytam te pamiętniki z całym wytężeniem umysłu i całą bezstronnością, do jakiej jestem zdolny; za tydzień obwieszczę wam ostateczny sąd, gotów jednakże do wszelkich ustępstw, o ile ktoś bystrzejszy ode mnie dowiedzie, że byłem w błędzie.

Wydawca dodaje: Tydzień minął. Odczytałem rzeczone pamiętniki; z trzech paragrafów znalezionych tamże, a brakujących w rękopisie, którego jestem posiadaczem, pierwszy i ostatni zdają mi się oryginalne, środkowy zaś wyraźnie podrobiony. Oto pierwszy, który każe się domyślać drugiej przerwy w rozmowie Kubusia i jego pana.