KUBUŚ: Gospodarz oberży ustąpi z prawdziwą przyjemnością którego ze swoich.

PAN: Śpijże jeszcze chwilę, a ja się tym zajmę.

Pan Kubusia schodzi, zarządza śniadanie, kupuje konia, wraca i zastaje Kubusia ubranym. Pośniadali i ruszyli w drogę; przy czym Kubuś zarzekał się, iż niegrzecznie jest odjeżdżać, nie złożywszy atencji obywatelowi, u którego wrót omal się nie zabił i który tak uprzejmie pospieszył mu z pomocą. Pan uspakajał jego skrupuły zapewnieniem, iż hojnie wynagrodził ludzi, którzy przynieśli Kubusia do gospody; Kubuś wszelako twierdził, iż pieniądze wręczone sługom nie zwalniały z powinności wobec gospodarza; że w ten sposób budzi się w ludziach żal i gorycz po spełnieniu dobrego uczynku i samemu sobie daje się pozór niewdzięcznika. „Tak, panie; słyszę wszystko, co ten człowiek powiada o mnie, sądząc z tego, co ja bym mówił, gdybym był na jego miejscu”...

Wyjeżdżali właśnie z miasta, kiedy spotkali wysokiego i krzepkiego mężczyznę, z kapeluszem o szerokich krezach na głowie, w suto ugalonowanym ubraniu. Kroczył sam, jeżeli nie zechcemy liczyć za towarzystwo dwóch wielkich psów, które go poprzedzały. Zaledwie Kubuś go ujrzał, w jednej chwili zeskoczył z konia, wykrzyknął: „to on!” i rzucił mu się na szyję. Właściciel psów wydawał się bardzo zakłopotany czułościami Kubusia, odsuwał go łagodnie i mówił: „Panie, zbyt wiele mi pan wyświadcza zaszczytu”.

— Cóż znowu, winien panu jestem życie i nie mógłbym za nie dziękować zbyt czule.

— Nie wiesz, kto jestem.

— Czyż nie jesteś szlachetnym człowiekiem, który mi przyszedł z pomocą, puścił mi krew i opatrzył, wówczas kiedy koń...

— W istocie.

— Czyż nie jesteś uczciwym człowiekiem, który przyjął konia z powrotem za tą samą cenę, za jaką go sprzedałeś?

— Tak, jestem. I dalejże Kubuś zaczął wycałowywać go w oba policzki, pan uśmiechał się, psy zaś wyciągnęły się na łapach, węsząc nosem w powietrzu, jak gdyby oczarowane sceną, którą widziały po raz pierwszy. Kubuś, pomnożywszy objawy wdzięczności licznymi pokłonami, których dobroczyńca mu nie odwzajemnił, oraz mnóstwem życzeń przyjmowanych nader ozięble, wsiadł z powrotem na konia i rzekł do pana: „Mam najgłębszą cześć dla tego człowieka, którego imię spodziewam się usłyszeć z ust pańskich”.