PAN: I czemuż to, Kubusiu, jest on tak czcigodny w twoich oczach?
KUBUŚ: Dlatego, iż człowiek, tak mało wagi przywiązujący do usług, które oddaje, musi być z natury uczynny i z dawna włożony do świadczenia dobrego.
PAN: Z czegóż to sądzisz?
KUBUŚ: Z obojętności i chłodu, z jakim przyjął moje dzięki: nie ukłonił mi się, nie rzekł słowa, zdawał się nie widzieć mnie. Być może powiada teraz sam do siebie z uczuciem wzgardy: „Musi chyba szlachetność być czymś bardzo obcym temu podróżnemu, a świadczenie sprawiedliwości czymś bardzo uciążliwym, skoro tak jest wzruszony mym postępkiem”... Cóż jest niedorzecznego w tym, co mówię, że pan śmiejesz się tak serdecznie!... Jak bądź się rzeczy mają, niech mi pan powie nazwisko tego człowieka, iżbym je zapisał w notatniku.
PAN: Bardzo chętnie; pisz.
KUBUŚ: Słucham.
PAN: Pisz: człowiek, dla którego żywię najgłębszą cześć...
KUBUŚ: Najgłębszą cześć...
PAN: Jest...
KUBUŚ: Jest...