Po tej odpowiedzi wstaje, rzuca czapeczkę na łóżko i w tejże chwili trzej towarzysze więzienia znikają. Kiedym wchodził, zastałem Gousse’a w szlafroku; siedział przy stoliku i pracował równie spokojnie, jak u siebie w domu. Zostaliśmy sami. „No, a pan, cóż pan tu robisz?”

— Ja? Pracuję, jak pan widzi.

— Ale kto pana wsadził?

— Ja sam.

— Jak to pan sam?

— Tak, ja sam, do usług.

— W jakiż sposób wziąłeś się do tego?

— Tak samo, jak bym się wziął z kim innym. Wytoczyłem samemu sobie proces; wygrałem i na skutek wyroku, jaki uzyskałem przeciw sobie oraz dekretu, który był jego następstwem, uwięziłem się i zaprowadziłem tutaj.

— Czyś pan oszalał?

— Nie, panie; mówię, jak było.