— Już leży i jęczy tak, że serce człowiekowi pęka. Biedna Linka...

Wśród tych lamentów rozlegał się dzwonek z jednej strony i wołanie: „Pani gospodyni, wina”... Odpowiadała: „Idę, idę”. Dzwonek z drugiej strony i wołanie: „Pani gospodyni, bielizna”. Odpowiadała: „Idę, idę”. — „Kotlety i kaczka”. — „Idę, idę”. — „Butelka, nocnik”. — „Idę, idę”. Z drugiego zaś kąta domu krzyczał ktoś jak opętany; „Przeklęty gaduło! opętany gaduło! czego, ty nos wściubiasz? Czy chcesz, abym tu czekał do jutra? Kubuś! Kubuś!”.

Gospodyni, oprzytomniawszy nieco z gniewu i żałości, rzekła do Kubusia: „Panie, niech się pan mną nie kłopoce, jest pan zbyt łaskaw”.

— Kubuś! Kubuś!

— Biegnij pan prędko. Ach gdyby pan znał wszystkie niedole tej biednej istoty!...

— Kubuś! Kubuś!

— Idźże pan, zdaje się że to pański pryncypał woła.

— Kubuś! Kubuś!

W istocie, był to pan, który rozebrał się sam, umierał z głodu i niecierpliwił się, iż nikt nic nie podaje. Kubuś pospieszył na górę, a w chwilę po Kubusiu gospodyni, z twarzą widocznie przygnębioną: „Panie — rzekła do Kubusiowego pryncypała — stokrotnie przepraszam; ale bo też istotnie zdarzają się rzeczy, które trudno strawić. Co pan sobie życzy? Mam kurczęta, gołąbki, wyborny comber zajęczy, króliki: okolica sławna jest z królików. A może pan woli kurkę wodną?”. Kubuś zamówił wieczerzę dla pana i dla siebie, wedle zwyczaju. Podano wreszcie i pożerając chciwie, pan rzekł: „Cóż ty, u diabła, robiłeś tak długo?”.

KUBUŚ: Może co dobrego, może co złego; kto to wie?