PAN: I cóż robiłeś złego czy dobrego?

KUBUŚ: Powściągałem gospodynię, narażającą się na oberwanie paru sińców od tych ludzi, którzy przetrącili co najmniej jedną rękę jej służącej.

PAN: A któż wie, czy by to nie było dobre dla niej oberwać parę sińców...

KUBUŚ: Z dziesięciu przyczyn, z których jedna lepsza od drugiej. Jedno z największych błogosławieństw, jakie zdarzyły mi się w życiu, jak tu stoję przed panem...

PAN: Było to, iż ci się zdarzyło oberwać?... Dolej no...

KUBUŚ: Tak, panie; oberwać guzy na gładkiej drodze, w ciemną noc; a to gdym wracał ze wsi, jak panu mówiłem, zrobiwszy wedle mnie głupstwo, wedle pana piękny uczynek, czyli oddawszy wszystkie pieniądze owej biednej kobiecinie.

PAN: Przypominam sobie... Dolej no. A źródło kłótni, którą uśmierzałeś przed chwilą i powody złego obejścia z córką czy też służącą gospodyni?

KUBUŚ: Na honor, są mi nieznane.

PAN: Nie znasz tedy gruntu sprawy i mieszasz się do niej! Kubusiu, to nie jest ani wedle rozsądku, ani wedle sprawiedliwości, ani wedle zasad... Dolej no...

KUBUŚ: Nie wiem, co to zasady, chyba że tak nazwiemy prawidła, które przepisuje się innym, a nie sobie. Myślę tak, a nie umiałbym się powstrzymać od czynienia inaczej. Wszystkie kazania przypominają wstępy do edyktów królewskich; wszyscy kaznodzieje żądają, aby się wykonywało ich nauki, być może bowiem wyszłoby to nam na lepsze: ale, co do nich samych, to pewna... Cnota...