— Nie! Ja jestem terchanem, choćbym przegrał, nikt mojej głowy nie dotknie.

— Prawda! Zapomniałem o tym. Nasza sprawa nierówna. To źle... No, ale jak przegrasz, to stracisz niewolnicę — rozważał Kajkuł.

— Dość pogróżek — przerwał wielki sędzia. — Jutro stawicie się obaj. Jedziemy nad Bajkał!

Ajdar dopadł konia. Z bijącym sercem wpadł do domu. Chwycił Ludmiłę i jednym tchem wyrzucił z siebie:

— Niewiasto, powiedz mi raz jeszcze, ale szczerze, czy uciekłaś do mnie przed Kajkułem? Przed nikim innym, tylko przed Kajkułem?

— Tak. Przed Kajkułem.

— Przypomnij sobie... Może się pomyliłaś? Tam nad limanem wbiegłaś do mego namiotu, gdy Kargan cię gonił, komuż on miał cię oddać? Kajkułowi? Czy pewna jesteś? Może to było jakieś inne imię? Poszukaj dobrze w pamięci... może inne?

— To imię i tę straszną postać dobrze wyryłam w pamięci i chyba już nie uda mi się zapomnieć...

— I mogłabyś przysiąc?

— Przysięgnę nawet na Ewangelię, na księgę mojej wiary.