— Tu nie chodzi o twoją wiarę, tu chodzi o coś większego, straszniejszego. Trzeba przysiąc na kamień Angary. A wiedz, że kto na kamień krzywoprzysięgnie, tego duchy w tej samej chwili ukarzą, spuszczą żywy ogień z nieba albo wciągną w Bajkał. Powiedz, jeżeli nie jesteś pewna, nie narażaj się na próbę. Ja cię ukryję na krańcu świata...

— Ajdarze, jestem pewna. Przysięgnę.

Po zielonych falach Świętego Morza płynęła uroczysta flotylla. Przy sterze długiego, wąskiego czółna sterczał cesarski buńczuk. Na czele siedział Mangussar i podkręcał wąsa. Przy nim stało kilku oprawców, czekających na skinienie sędziego.

Tuż za czółnem płynęła wielka łódź pokryta czarnym pilśniowym namiotem, w której siedziała Ludmiła, pilnowana przez dwie szamanki, rosłe, śniade niewiasty, z czerwonymi przepaskami na kędzierzawych włosach. Dwa czółna trzymały się łodzi; na jednym siedział Kajkuł, na drugim Ajdar.

Ranek był chmurny i wietrzny, duch Bajkału wyglądał jakoś gniewnie. Wypłynęli o świcie i od tej pory bałwany piętrzyły się coraz bardziej.

Za czterema pierwszymi łodziami płynęło mnóstwo innych. Jechał cały dwór Ajdara, jego żony, złośliwie uśmiechnięte, życzące zguby towarzyszce. Obok nich siedziała obojętna na wszystko Arguna. Stał przy niej Kałga i szczerzył białe zęby w radosnym uśmiechu. Nie rozumiał, z czego się cieszy, ale wszyscy byli bardzo zdenerwowani, więc pomyślał, że na pewno coś komuś zagraża. Na samą myśl o tym zrobiło mu się przyjemnie. Za nim stała Elżbieta; drżała, ledwie mogła utrzymać się na nogach.

Kiedy wpłynęli w łożysko Angary, szamanki chwyciły Ludmiłę pod ręce i wyprowadziły z namiotu.

— Wejdź na kamień — rozkazały uroczystym głosem.

Łódka tańcząca po falach to zbliżała się, to oddalała. Ludmiła czekała, sama nie wiedząc na co, a serce jej waliło. Uroczystość przygotowań, czarne spojrzenia szamanek, tajemniczość wód groźnie rozbryzgujących się o skałę wprowadziły ją w niezwykły stan. Nie mogła przemóc dziwnej ociężałości, która ją obezwładniała. Ile razy podniosła stopę, aby wstąpić na kamień, zaraz kamień, rzeka, pokład łodzi, wszystko wirowało w oczach. Na szczęście przypomniała sobie radę Elżbiety; przeżegnała się, oddając sprawę Bogu, i odzyskując spokój, weszła na kamień. Rozejrzała się wokół siebie i spostrzegła dwie łodzie; z jednej patrzył na nią szyderczo Kajkuł. Na drugiej stał Ajdar z kamienną twarzą; zachowywał się tak, jakby żegnał się ze wszystkim, co dla niego najdroższe. Ludmiła wzruszyła się, spojrzała na męża i uśmiechnęła się do niego ciepło i przyjaźnie. Potem złożyła ręce jak do modlitwy i rzekła po mongolsku głośno i wyraźnie:

— Przysięgam na kamień Angary, na którym stoję, że Kargan chciał mnie wydać w ręce obecnego tu Kajkuła i z tego właśnie powodu poprosiłam o pomoc obecnego tu behadyra Ajdara, mojego małżonka.