Umilkła. Zgromadzeni wstrzymali oddech i czekali, co się stanie, czy otworzą się głębiny, czy uderzy piorun z nieba. Ale zamiast piorunów niebo odpowiedziało innym znakiem. Przez chmury przedarł się złoty promień słońca, który oświetlił szczyty gór i Bajkał; zapowiadał się pogodny dzień.
Tymczasem szamanki liczyły do stu; był to czas darowany przez duchy. Za chwilę miał zapaść wyrok.
— Sto! — krzyknęły radośnie. — Przysięga jest prawdziwa!
Wrzawa i okrzyki odbijały się echem od skał. Kajkuł osłupiał; w tej chwili przestał wierzyć w sprawiedliwość duchów. Przetarł oczy i nagle wzrok jego spotkał się ze wzrokiem Mangussara, który właśnie dawał znak oprawcom.
Ajdar przeskoczył ze swego czółna do łodzi żony i wyciągnął ku niej drżące ręce. Ludmiła oparła się o jego ramię i po raz pierwszy spojrzała na niego czule. Nagle rozległ się okropny krzyk, podobny do ryku niedźwiedzia osaczonego przez obławę.
— Zabijają Kajkuła — powiedział Ajdar, a oczy zabłysły mu krwawo. Z dziką, prawdziwie mongolską rozkoszą przysłuchiwał się męczarniom wroga.
Serce Ludmiły, które już miało otworzyć się dla małżonka, znów się zamknęło.
Słońce zachodziło, kiedy orszak Ajdara przybił do tajemniczej wyspy Olchon, aby złożyć duchom dziękczynne ofiary za ocalenie Ludmiły. Behadyr, tryumfujący i rozpromieniony, objął kibić swej żony i ostrożnie prowadził ją po skałach. Za nimi szli słudzy i nieśli worki ze skarbami, które Ajdar polecił im wziąć z domu, by w tak ważnym dla niego czasie próby złożyć je jako ofiarę. Szli po coraz dziwaczniejszych urwiskach, w coraz głębszych ciemnościach, a gdy stanęli na szczycie Achu-Czołan, strasznej skały wysuniętej na kształt zawieszonego w powietrzu przylądka, wyspa pogrążyła się w ciemnościach. Bajkał wyglądał w dole jak wklęsłe niebo, a niebo roztoczyło się w górze jak sklepione morze. Podróżnych ogarnął strach; czuli się tak, jakby się znaleźli w nicości. Nagle chuda postać w długim odzieniu wyszła zza skał i spytała grobowym głosem:
— Czego chcecie w Złotej Ordzie duchów?
Ajdar, niezachwiany w odwadze na polu walki, na gruncie sił nadprzyrodzonych utracił wszelką śmiałość. Głosem, w którym dało się wyczuć wzruszenie i zdenerwowanie, powiedział: