Ajdar uległ prośbom niewiast i zaszedłszy drogę jednemu czarownikowi, przekazał pokornie ich życzenia.
— A jakich szamanów chcecie się radzić? — zapytał czarownik — białych czy czarnych. Biali rozmawiają z duchami życzliwymi, czarni z nieprzyjaznymi.
— Czy ja wiem — zawahał się Ajdar — którzy potrzebniejsi.
— Jedni i drudzy. Dobrze wiedzieć, co się uda, ale też dobrze wiedzieć, co zagraża.
— Ach! — zawołała Arguna — byłoby najlepiej, gdyby można wybrać takiego, który wie wszystko.
— Oho! — rzekł szaman, kręcąc głową — niebagatelne macie wymagania. Musiałby chyba przyjść sam chan szamanów. On jeden zna się ze wszystkimi duchami.
— Ach, poproście, żeby przyszedł! — błagały niewiasty.
— Ja z mojej stadniny — rzekła Arguna — przyślę trzy białe konie na ofiarę.
— A ja — wtrąciła inna — sztukę czerwonego jedwabiu. Może biały lepszy? Jak myślicie?
— Wszystko jedno. Duchom każda ofiara miła. Tylko nie wiadomo, czy chan zechce dzisiaj przepowiadać — powiedział czarownik i zginął w czeluściach pieczary.