Arguna miała podejść pierwsza, ale zaszła nieprzewidziana przeszkoda. Przerażony Kałga nie chciał w żaden sposób zbliżyć się do czarownika, nie śmiał nawet głośno płakać; pochlipywał cichutko, trzymając się sukni Elżbiety.

Chan szamanów stał nieruchomo, oczy miał otwarte, ale nieobecne, twarz kamienną, bez żadnego wyrazu. Czas płynął, szamani się niecierpliwili. W końcu Zutta podeszła nieśmiało i zapytała z drżeniem w głosie:

— Co robi moja siostra?

— Leży w jurcie nad jeziorem Kulun-Noor. Jest chora... Bardzo chora... poprawia teraz wojłok pod głową... boli ją głowa... Przy niej kręci się stara kobieta z niebieską płachtą na plecach.

— Czy ona wyjdzie z tej choroby? Czy ją kiedy jeszcze zobaczę?

— Wyjdzie z choroby, ale dopiero po dwóch obrotach księżyca. A ty ją zobaczysz po dziesięciu obrotach księżyca. Wtedy sama przyjdzie do ciebie i niespodzianie zgubę ci przywróci. — Szaman przestał mówić.

Zutta zastanawiała się, o co by tu jeszcze zapytać, ale tymczasem Biga zajęła jej miejsce. Jakaś zgryzota musiała ją trawić, bo cała się trzęsła. Rzuciła okiem pełnym nienawiści na Ludmiłę i zapytała ostrożnie, ważąc każde słowo:

— Czy odzyskam kiedy to, co utraciłam?

— Odzyskasz, ale odzyskanie więcej ci przyniesie goryczy niż rozkoszy.

Ludmiła odgadła, że Biga chciałaby odzyskać pierwszeństwo w sercu małżonka i ogarnęły ją złe przeczucia. W tym czasie Arguna znalazła energię, której nikt się po niej nie spodziewał, bez wahania wzięła Kałgę na ręce i podeszła do wróżbity. Chłopiec bał się, ale stał jak wryty, patrząc, jak szamani chwytają pod ręce jego piastunkę i przemocą stawiają obok niego.